Surfing bez D.

to nie surfing. Wczoraj miałem okazje po raz pierwszy na niebezpiecznych wodach portugalskich zakosztować surfingu. Sport jak każdy inny – niby nic trudnego ale jednak. Bez mojego kochanie każda sekunda na tej poliestrowej desce była nie do zniesienia. Męczyło mnie jak inni się dobrze bawili wśród fal – a ja sam jak kołek na środku oceanu samotności. Nawet rekiny do mnie nie podpływały. To była kolejna chwila zwątpienia – czy wyjazd na półwysep iberyjski był dobrym wyborem? Czy ja naprawdę chciałem tam jechać? Czuje się źle, czuję że coś straciłem – czuję że tracimy siebie nawzajem. Uświadomiłem sobie, że życie jest jak fala – przychodzi, porywa człowieka na chwilę i pozostawia kołyszącego się w samotności. Niestety nawet na plaży nie było mi łatwo – pełno na niej kamyczków – tak złudnie przypominających jej okrągłości … Co mi zatem pozostaje? Nic! Marność nad marnościami.

Reklamy
Categories: Główna | Tagi: | Dodaj komentarz

Zobacz wpisy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: